W domu impreza taka że ho, ho. Mnóstwo ludzi, koks, kobiety. Wóda leje się strumieniami... Następnego dnia rano gospodarz budzi się skacowany. Podchodzi do lustra. Nagle widzi, że z ust wystaje mu sznureczek i myśli:
- Boże, proszę, spraw żeby to była herbata...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz