wtorek, 6 listopada 2007

Tamara

Dwóch ruskich popierdala przez tajgę, tundrę, śnieg, zamiecie, hebli jak diabli, a ci idą skuleni, zmarźnięci, wymęczeni... Idą tak tydzień, dwa... po miesiącu widzą światełko i dym unoszący się z komina. Podchodzą uradowani do chałupy, pukają do drzwi.

Otwiera im starusieńka baba.

- Tamara k doma? - pytają.
- Niet, niet... ona pomierła dwa goda temu - odpowiada babunia.
- Żałko, żałko... my pajebać priszli...

Brak komentarzy: