Koleś wpada do dyrektora cyrku i przekonuje dyrektora by zobaczył jego numer. Dyrektor twierdzi, ze nie ma czasu a za to ma już pełną obsadę... ale w końcu pyta faceta na czym polega jego numer.
- Oto proszę kij bejsballowy. Proszę mnie z całej siły pierdyknąć w łeb.
- Pan oszalał!
- Spokojnie! na tym polega mój numer. Proszę walić!
- Ale...
- Na moją odpowiedzialność.
- No dobra... zobaczmy - powiedział dyrektor i dupnął petenta w beret, aż
zahuczało.
Facet pada bez przytomności na podłogę, krew zalewa dyrektorski dywan. Po trzech miesiącach od trepanacji facet budzi sie ze śpiączki i pyta pielęgniarkę:
- Gdzie ja jestem?
- Jest pan w szpitalu. Miał pan poważny uraz czaszki...
Koleś zrywa sie z łóżka, wyrywa kroplówkę i w pidżamie z zabandażowaną głową wybiega ze szpitala. Wpada do taksówki:
- Jedz pan do cyrku, migiem!!! Wpada bez pukania do gabinetu dyrektora i rzuca z uśmiechem od drzwi:
- TAADAAAAAMMMM!!!!!!!!!!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz